Aktualności
O nas
Czytelnia
Poradniki
Konkursy
Linki
Napisz do nas
Zaloguj się:
login:
hasło:

Nasi Artyści
Joanna Piaskowska




Małgorzata Wrochna




Alicja Pluta




Waleria Korsak-Rabś




Ewa Giczkowska




Adam Rymaszewski




Magdalena Lewandowska




Zdzisław Kruszyński




Julita Jaśkiewicz-Macek




 więcej...

Dołącz do nas!

mapa witryny - strona główna
 


Obraz Miłosierdzia Bożego

Od dawna, od dzieciństwa fascynowały mnie obrazy słynące cudami. Jakże trudno jest człowiekowi za pomocą pędzla i farb oddać psychikę drugiego człowieka. Portret jest w malarstwie czymś wyjątkowym. Jest nie tylko trudny technicznie, ale musi wyrażać charakter osoby, który trudno jest opisać nawet słowami. Coż dopiero, kiedy artysta ma namalować Chrystusa lub Jego Matkę. Jakże namalować świętość i czy wogóle można usiłować wyrazić boskość! A przecież obraz religijny, przeznaczony do kultu, powinien zawierać podstawowe prawdy teologiczne i ułatwiać człowiekowi spotkanie z Bogiem.

Tym bardziej fascynował mnie obraz Jezusa Miłosiernego, malowany według wskazań św, Faustyny, siostry, która widziała Go własnymi oczami. Sam Chrystus zażyczył sobie, aby ten obraz powstał, chciał, aby był czczony jak najszerzej. Ileż młodych dziewcząt poświęciło się służbie Bogu, wybierając zakony, których szczególnym charyzmatem jest szerzenie kultu Miłosierdzia Bożego.

Długo nie udawało mi się zdobyć reprodukcji, ale kiedy wreszcie miałam ją w rękach byłam zachwycona. Była to piękna widokówka z obrazem krakowskim, malowanym przez Hyłę. Piękne, pełne czułości oczy Jezusa, łagodne spojrzenie, obraz niezrównany. Nie dane było namalować podobnego żadnemu Rafaelowi, a Michał Anioł może zachwycać doskonałością proporcji, ale takiego wyrazu twarzy nie ma w jego dziełach. Dopiero póĄniej przeczytałam Dzienniczek Św. Faustyny. Niejeden fragment wydawał mi się dziwny - cóż, widocznie nie jest mi dane zrozumieć wszystkiego, co przeżywają zakonnice. Jednak wyniosłam z tej lektury jedną podstawową zasadę - nigdy i żadnych okolicznościach nie zwątpić w miłosierdzie Boga. Nigdy się nie załamać i kiedy pamięć o moich własnych grzechach zawstydza mnie i zniechęca do modlitwy - właśnie wtedy zwracać się do Chrystusa. On sam wiele "zainwestował" w to, żebyśmy pamiętali o Jego miłosierdziu. Ukazywał się św. Faustynie i sprawił nawet, że ustanowione zostało nowe święto.

Ciekawa byłam jednak, jak wygląda orginał obrazu - ten wileński, który został namalowany za życia św. Faustyny, pod jej dyktando, ten, który tak gorąco propagował ks. Sopoćko. Udało mi się zdobyć kiepską reprodukcję i byłam bardzo rozczarowana. Twarz była mało widoczna i wydawała mi się ponura i surowa. Nie wiedziałam nic o losach obrazu, nie wiedziałam więc, że po drugiej wojnie światowej obraz został poddany bardzo nieudanej konserwacji.

Aż wreszcie zamówiono u mnie kopię obrazu wileńskiego - tego pierwszego, malowanego według wskazań Św. Faustyny, ukochanego przez księdza Sopoćkę. Bałam się tej pracy, gdyż reprodukcją, którą widziałam nie byłam zachwycona. Jednak zdawałam sobie sprawę z tego, że była ona złej jakości, a fundatorzy obrazu pozostawili mi swobodę - mogłam wprowadzać drobne zmiany. Miałam więc doskonałą okazję, żeby zwiedzić Wilno i zobaczyć wreszcie oryginał. Mogłam też fotografować.

Obraz niedawno został poddany kolejnej renowacji. Zdjęto nieszczęsną warstwę nałożoną po wojnie, położono nowe werniksy. Wiele osob twierdzi, że teraz obraz wygląda znacznie lepiej, gdyż przywrócono pierwotne piękno. Wszystko to podsycało moją ciekawość.

Wreszcie pojechałam do Wilna i zobaczyłam obraz własnymi oczami. Nie umiem opisać, jak bardzo byłam zachwycona. Ileż powagi i dostojeństwa w postaci Jezusa. Twarz Chrystusa pełna miłosierdzia, ale też niezwykłej godności. Spokój i powaga tego obrazu sprawia, że czujemy, iż naprawdę stoimy przed Bogiem i że Wszechpotężny zechciał, abyśmy u Niego szukali miłosierdzia.

Modląc się przed tym obrazem doświadczamy, że Bóg Wszechmocny jest naszym obrońcą. Mogłam fotografować i z drabiny, przez cięzkie szkła mojego aparatu spojrzałam w Jego oczy. Jakże piękne spojrzenie! Zrozumiałam jednak, że wysoko zawieszony obraz jest słabo widoczny z dołu i modlący się przed nim ludzie nie widzą szczegółów twarzy. Musiałam więc malować tak, aby te szczegóły wydobyć, podkreślić. Robiłam mnóstwo zdjęć, co przeszkadzało ludziom modlącym się w kościele. Na koniec więc, żeby to wynagrodzić, ustawiłam aparat tak, żeby mogli podejść i spojrzeć przez obiektyw, jak przez lunetę. Wszyscy byli zachwyceni.

Nad kopią pracowałam kilka miesięcy. Obraz zbyt duży do mojej pracowni stał w największym pokoju w moim domu. Nasza rodzina codziennie zbierała się przed nim na modlitwę. To naprawdę niezwykłe przeżycie malować i patrzeć, jak stopniowo powstaje - z inspiracji Boga, z potrzeby serca ludzi, którzy go zamówili. Z żadnym obrazem nie czuję się tak głęboko związana. Czas malowania go wspominam tak, jakby to były rekolekcje. Cudowne wspomnienia pozostawiła też uroczystość poświęcenia obrazu w polskiej parafii na WileńszczyĄnie - w Koleśnikach. Wybrałam się tam z rodziną i okazano nam tam wiele serdecznej gościnności. Ziemia Mickiewicza jest naprawdę bardzo piękna - lasy, niewielkie jeziora pełne lilii wodnych i grążeli, wszystko wydaje się wyjęte wprost z "Pana Tadeusza".

Tym bardziej boli mnie dzisiaj, że wokół oryginału nawarstwiły się nieporozumienia i konflikty, że odebrano obraz Polakom, którzy z narażeniem życia przechowywali go w czasie wojny, zawsze otaczali czcią i rozpowszechniali jego kult. Przeniesiono go do ślicznego, ale zbyt małego kościółka, gdzie umieszczony daleko za ołtarzem, jest zapewne mało widoczny. Już w kościele Św. Ducha trudno było dostrzec szczegóły, gdyż był zawieszony wysoko. Jednak tam można było podejść blisko obrazu i modlić się klęcząc bezpośrednio przed nim. Przecież w tym małym kościółku - obecnie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia - można byłoby umieścić kopię albo całkiem nowy obraz. Nasuwa się potrzeba obrazu, na którym byłaby św. Faustyna klęcząca przed Chrystusem. Może w niedługim czasie doczekamy się kanonizacji Księdza Sopoćki - on też zasługuje na obraz. Nie brakuje więc możliwości udekorowania nowo powstałego sanktuarium. Może to ja mylę się, może nie znam wszystkich problemów, ale jednak w moim odczuciu miejsce oryginału jest w kościele Św. Ducha i to bardzo bolesne, że nasi rodacy poczuli się dotknięci przeniesieniem ukochanego obrazu.

 Małgorzata Wrochna

Zapraszam do obejrzenia fotoreportażu z poświęcenia obrazu w Koleśnikach

wróć